Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdjęcia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 lipca 2013

Paznokcie po odstawieniu odżywki + miniaturki z ogródka.

Tak z czystej ciekawości, chciałam się przekonać jak będą wyglądały moje paznokcie po odstawieniu odżywki Eveline 8w1.


Trochę się przeraziłam gdy przeczytałam kilka relacji o łuszczącej się płytce i tym podobnych. Szczerze się zaniepokoiłam i postanowiłam się przekonać czy moje pazurki są takie niesamowite czy to tylko zasługa chemii.

Co się ukazało po odstawieniu odżywki?


Mocna, twarda płytka, nieco sucha, więc przez kilka dni wcierałam w paznokcie odrobinkę oleju rycynowego i ich stan wrócił do normy, lecz nadal są nieco matowe i mają podłużne bruzdki, ale to miały odkąd pamiętam, więc nie martwię się zbytnio. 
Oczywiście nadal rosną jak głupie i nie łamią się bez solidnej przyczyny. Pisząc solidna przyczyna mam tu na myśli argument typu mocne, frontalne i pod kątem prostym, uderzenie w żelazny słupek od furtki, przy którym straciłam 1,5 mm z długości paznokcia, co nie jest tragedią w moim wypadku.
Jestem zadowolona, właściwie nic nie robię przy paznokciach, nie wycinam skórek, nie maluje, jedyne co mi zostaje to skrócić jak urosną za długie i szykuje się to niebawem, bo znowu tipsowa długość. Jejku a tak nie lubię piłować...

Miniaturki z ogródka.

Moje własne poletko pokrzyw.

Wiśnie, które poszły na kompot (bo nic innego nie umiem haha).
Dzbanuszek z wybitym denkiem wbity w ziemię robi za doniczkę.


Barwinek rośnie sobie w najlepsze.
Jałowiec też nieźle sobie radzi.

Kolejny pęknięty dzbanek robi za schronienie dla roślin.

piątek, 21 czerwca 2013

Mój aktualny niezbędnik.

Do 19 roku życia nie miałam i nie potrzebowałam torebki, za niezbędne na wyjście uważałam plecak i nóż wojskowy - takie ziółko byłam. W plecaku miałam ukrytą kieszeń i wnosiłam nóż do pubów i na różne imprezy, takie czasy - koncerty, koncerty, Kult i Pidżama Porno.


Czasy plecaka minęły bezpowrotnie gdy przyszedł czas na tzw. "dorosłe życie" i samodzielne zakupy. Plecak był kłopotliwy jako że w hipermarketach  trzeba było go zostawiać w depozycie. A torebki nie :)
Kilka ważnych rzeczy które tam noszę:

1. Scyzoryk szwajcarski, który ma kilka przydatnych funkcji min:
- nożyczki.
- pęsetkę
- piłę ( zboczenie z harcerstwa, muszę mieć i koniec.)
- różne ostrza
- korkociąg.
Jest drogi około 100 zł zależnie od modelu ale warto bo posłuży lata.



2. Pomadka ochronna Nivea. No bez tego to wariuję, bo usta mi wysychają momentalnie. Próbowałam wielu pomadek ale ta jest dla mnie najlepsza.



3. Miekki stabilizator na nadgarstek. Choruję na stawy i czasem się przydaje.Jedynym jego minusem jest szybkie mechacenie się materiału.




4. Gumki i frotki. Dwie duże i kilka malutkich. Jak na włosomaniaczkę przystało - bez metalowych skuwek.



5. Klucze do mieszkania taty. Mój azyl w innym mieście i zawsze jakby coś się działo mogę sobie zrobić urlopik.

6. Chusteczki.

7. Pilniczek do paznokci.

Jak na gracza MMO, lenia i nieroba przystało mam także spis rzeczy niezbędnych na biurku:

1. Patyczki do uszu. Koniecznie w duużym opakowaniu.
2. Scyzoryk szwajcarski (drugi egzemplarz).
3. Nożyczki x3( do włosów, do kwiatów, do papieru).
4. Zapałki i świece ( jako że w tej mojej wsi często prąd siada.)
5. Widelec dyżurny nietykalny. Do drapania się po plecach jak Minka nie ma pod ręką. :D Mój ojciec używa do tego celu bagnetu, ja jednak stawiam na kobiecą delikatność.
6. Krem do rąk, bądź balsam do ciała nawet oliwa z oliwek, muszę mieć nawilżadło pod ręką.
7. Aromatol/Amol na ukąszenia komarów. Niesamowicie chłodzi swędzące miejsca.
8. Przybory do maniucure.
9. Leki i suplementy.
10. Lusterko.
11. Cylon Raider - Cyloński myśliwiec z serialu Battlestar Galactica. Zrobiony z Lego.

Cylon Raider.



niedziela, 16 czerwca 2013

Tydzień w obiektywie (2)

Domino - Pan i władca.
Trochę mnie nie było i jeden tydzień nie został opublikowany, byłam bez aparatu, bez komputera, no po prostu się nie dało. Wrzucam więc to co udało mi się cyknąć w tzw. międzyczasie.
Mam kilka zdjęć z imprezy urodzinowej mojego syna, kawałki kota i jakieś moje mini wygłupy.


Tort który zrobiła moja koleżanka.

Stolik urodzinowy :)

Puzzle mojego synka.


Nóż usmarowany majonezem, nie wiem co w tym fajnego, Minek mówi "weź zrób zdjęcie" - to zrobiłam :D


Tupki Jaśniepana kota mego Domino, podczas zasłużonej popołudniowej drzemki na  jego (moim!) ulubionym fotelu.

Kanapka z miodem i truskawkami. Pycha, pod warunkiem że jedna, przy drugiej poziom zasłodzenia  skleja zęby.

"Should I stay, or should I go?" - czyli wieczny koci dylemat pt. Otwórz mi drzwi bym mógł się zastanowić czy  mam
ochotę wyjść.

Życzę miłego wieczoru i pięknych włosów :)



piątek, 14 czerwca 2013

Cztery pory roku - moje magiczne miejsce.

Ponad tydzień mnie nie było, z dala od komputera, internetu, to był bardzo ciężki tydzień ale nie o moich traumatycznych przejściach z biwakowym tygodniem ma być post.
Ma być o magicznym miejscu, na które uwielbiam patrzeć każdego ranka gdy odprowadzam synka do szkoły.

Ot niby nic takiego, kawałek stodoły na granicy lasu, baldachim utkany z gałęzi drzew i ścieżka.


Za każdym razem jak tamtędy przechodzę  to spoglądam i jak akurat mam aparat/telefon to cykam zdjęcie. Jestem durną romantyczką uwielbiam grę światła wśród liści i gałęzi drzew. Szczególnie rano, gdy słońce nisko a powietrze rześkie.



Przejrzałam zdjęcia i wyszło mi że mam o każdej porze roku to samo miejsce :D Może nie idealnie tak samo wykadrowane, bo chyba nie o to chodzi, ale na pewno sprawiają mi ogromną radość. Będę nadal fotografować to miejsce bo mnie po prostu urzeka za każdym razem na nowo jak tamtędy idę.
Był  kiedyś taki obraz który miała moja ukochana babcia ( deklarowała że jest czarownicą :) i jako dziecko uwielbiałam na niego patrzeć, była tam leśna ścieżka i na końcu tej ścieżki właśnie tak padało światło jak w moim magicznym zakątku.  Postaram się odszukać reprodukcję i jeśli mi się uda to ją tu zamieszczę.

A czy Wy macie jakieś magiczne miejsce?


niedziela, 2 czerwca 2013

Tydzień w obiektywie.

Dziś kompletnie nie włosowo i nie kosmetycznie. Pokażę wam kawałek mojej codzienności i otoczenia. Było wolne, więc się wybyczyliśmy z chłopakami na zielonej trawie. Całkiem przy okazji zauważyłam że mój odrost jednak widać. Dobra koniec miało nie być o włosach. Zapraszam do obejrzenia garstki zdjęć. Pragnę z góry przeprosić za nieład w prezentacji zdjęć, jeszcze nie poznałam do końca możliwości bloggera.

Tydzień zaczęłam od ...

...picia herbaty z pokrzywy.

Własnoręcznie zbieranej...


... i suszonej

Miałam trochę czasu na przegląd ogródka.
Winobluszcz zaczyna kwitnąć.

Przyjrzałam się bliżej żołędziowi, który wykiełkował. Mój <3
Wdeptałam w ziemię kilka żołędzi jesienią zeszłego roku i proszę jaka miła niespodzianka :D

Wierzby które posadziłam, puszczają młode pędy.  Połowa się nie przyjęła ale te które dały radę,raczej  już nic im nie grozi.


Jabłko - gigant. Pewnie GMO.
Jakiś trefne, twarde kwaśne.
Dają radę starte, jako nadzienie do naleśników. 
Moja kawa <3
Mimo picia wody i pokrzywy nie potrafię sobie odmówić słodkiej
(1,5 łyżezcki cukru) kawusi z mlekiem. 2x dziennie.

















Kwiatki ze skalniaczka, pięknie pachniały przez tydzień.

Jaram się nową maską :D
Jaśniepan Domino wyleguje się na kanapie.
Zebrałam kolczyki w jedno miejsce. Lampka jest do tego dobra.



I na koniec nasze uśmiechnięte gęby, zmęczeni ubrudzeni i szczęśliwi. Oj będzie ombre hair, oj już widzę że będzie.

A jak wy spędziliście miniony tydzień?

czwartek, 30 maja 2013

Z pokrzywą na ty.

Moim ulubionym kawałkiem poranka jest słońce. Promienie słoneczne wpadające przez okno, rozpraszające się na liściach roślin, które mam na oknie, cieszą oczy i koją duszę.

Dziś rano słońce wpadło do mojego kubka z pokrzywą.

Zamieszało, rozświetliło i jeszcze dało się złapać! Nie bez walki oczywiście, bo dopiero siódme zdjęcie wyszło zadowalająco.

Mój  dzisiejszy 0,5 litrowy kubek pokrzywy.

Zastanawia mnie czy suszona i zaparzona pokrzywa zawiera żelazo, czy jedynie taka świeża posiekana czy zmiksowana. Mam straszne niedobory żelaza i ciekawi mnie czy uda mi się je uzupełnić pijąc pokrzywę.
Dodatkowo od lat zmagam się z piaskiem w nerkach a czytałam że pokrzywa pomaga wypłukiwać to cholerstwo. O  wpływie na włosy nie będę pisać bo wszystkie wiemy jak działa. Boję się jedynie tego wysypu...

Pokrzywę zbierałam we własnym ogrodzie, podczas akcji odchwaszczania. Suszyłam w cieniu, rozłożone na schodkach wiodących na dach. Ucinam szczyty roślin 4-6 górnych liści w bawełnianych rękawicach (gumowe podobno wchodzą w reakcję z sokami pokrzywy) więc zawsze mam poparzone palce. No ale czego się nie robi dla urody i zdrowia?
 Nie ruszyłam jeszcze pokrzyw za domem ale chyba czas najwyższy. Mamy długi weekend więc na pewno znajdę chwilę czasu na zbiory. Jak narobię zapasów, to chyba nawet na zimę nie będę musiała kupować gotowej.

Wracam do świata Warcraftu. Pa.

Mehbka



wtorek, 28 maja 2013

Zabawy ze zrypanym zdjęciem.

Byłoby fajne gdyby nie było tak marnej jakości...


Szkoda że takie rozmazane...


Eee za ciemne i źle wykadrowane.


No zdarzają się fotki które mimo że nieudane, podobają się nam w jakiś sposób ale i tak wywalamy do kosza, z ciężkim sercem bo ani pokazać nikomu, ani nigdzie wstawić.
Ale nie ja. Ja biorę mój wysłużony program Paint Net v 3.36 do obróbki grafiki i się "odnudzam".

Mehbka Lisa.


Ujdzie nie? Może nie jako portret na ścianę w biurze ale już jako awatar czy miniaturka będzie naprawdę spoko. To nic że 90 % obrazu jest przemalowana. To po prostu lubię robić, kiedyś uwielbiałam rysować, mam za sobą nawet epizod w Szczecińskim Liceum Plastycznym ale o tym cicho sza. Nikt nic nie wie i tak ma zostać. Btw, czas najwyższy chyba mi zmienić program graficzny bo pierwszy raz od wielu lat poczułam że ten mnie lekko ogranicza.

Dobra bo przecież właśnie to jest tu ważne czyli jak zdjęcie wyglądało przed.



Haha, domalowałam ramię i pomalowałam ściany.  Tak teraz patrzę i porównuję i wychodzi mi że lepiej chyba wyglądam w ciemniejszych włosach. 
Ogólnie uważam że jestem mało fotogeniczna, albo mam jakieś mega ogromne kompleksy, bo ze wszystkich moich zdjęć ledwie 10 % przechodzi pomyślnie autoryzację. Reszta do zlewu... yyy... klozetu. a jak już znajdę zdjęcie które mi odpowiada to jest albo niewyraźne albo jakieś obciachowe tło, czy dupa słonia na pierwszym planie, czy podobne kwiotki.

Fotka właśnie awansowała na zdjęcie profilowe :D

Mehbka.

czwartek, 9 maja 2013

RGB

Czyli Red Green Blue na zdjęciach.

Wczoraj po myciu z ciekawości zrobiłam kilka zdjęć włosów w świetle białym, gdyż bardzo zależy mi na zdjęciu, które by w miarę wiernie odzwierciedliło aktualny kolor moich włosów. Foto z ostatniej aktualizacji to totalna porażka jeśli chodzi o kolor, Red szaleje a słońce podświetla i wzmaga czerwony efekt. 
Fotografem zawodowym nie jestem, za to mam fajny program graficzny (nie photoshop)  w którym lubię zdjęcia podrasowywać ( bez powiększania cycków i tym podobnych ).
Wracając do tematu, tym razem w fotkach szalała zieleń. Nie mam bladego pojęcia dlaczego, przecież  światło niby białe z jarzeniówki. 
Więc co Mehbka zrobiła? Odjęła tej zieleni ociupinkę na suwakach RGB.

Oryginał

Po odjęciu kapki zieleni.

Przed

Po

Jakby na to nie patrzeć właściwy kolor moich włosów jest gdzieś pomiędzy, co mi bardzo odpowiada, bo jeden i drugi jest bardzo ładny. Rude refleksy nie przeszkadzają mi jakoś specjalnie, więc chyba daruję sobie płukanki gaszące rudy odcień.
Tu po myciu Barwą ziołową ( zawiera SLS ). Przynajmniej raz w miesiącu muszę użyć by oczyścić włosy z nadbudowanych substancji (oleje, proteiny?), włosy są wtedy bardziej błyszczące i śliskie. Niestety skalp swędzi troszeczkę, więc mycie tym szamponem tylko raz w miesiącu i to rozcieńczonym z wodą.
Po analizie zdjęcia dochodzę do wniosku że moje włosy są zniszczone gdzieś 10 cm od końcówek, czyli dokładnie tam gdzie był rozjaśniacz. Reszta jest w naprawdę dobrym stanie, starczy teraz dbać, podcinać regularnie i nie niszczyć. Jestem dobrej myśli.
Dziewczyny, nie rozjaśniajcie na własną rękę w domu, jeśli nie macie z tym doświadczenia, bo skończycie tak jak ja z wysuszonymi i popalonymi włosami. Lepiej iść do zaufanego fryzjera i zapłacić trochę więcej, mieć profesjonalnie zrobione pasemka, balejaż czy co tam, inaczej i tak będzie trzeba wydać te pieniądze na odzywki, maski, oleje i całą kosztowną akcję ratowania włosów.
Ja przez głupotę straciłam dobre 10 cm z długości włosów a o gęstości nie wspomnę.

Wnioski - Z rozjaśnianiem tylko do zaufanego fryzjera. Ja takiego nie mam, ale nie zamierzam więcej rozjaśniać ani tym bardziej farbować więc nie ma problemu.

Mehbka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...