Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Doświadczenia włosowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Doświadczenia włosowe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 października 2013

Mega opóźniona aktualizacja włosów po wakacjach.

Nie było mnie dłuugo, trochę, tfu ośzty mać, bardzo zaniedbałam bloga, a o włosy dbałam na pół gwizdka. Na szczęście nie odbiło się to na nich wcale a wcale.

Jak wyglądała pielęgnacja moich włosów w wakacje?
Właściwie to nędznie. W lipcu jeszcze jak cie mogę, bo byłam w domu i miałam swoje mazidła pod ręką, więc było i olejowanie i maski...
Za to w sierpniu... wyjechaliśmy na spontana do Gdyni na bity miesiąc i jedyne co ze sobą wzięłam to jedna odżywka i szampon Barwa. Nie olejowałam, nie nakładałam masek, na szczęście nie było okazji ani pogody by pojechać na plażę i dać włosóm w kość( w łuskę?). w połowie sierpnia zakupiłam nowego Garniera AiK, ponieważ stary wyszedł i chyba raz nałożyłam olej - kuchenny!
We wrześniu po powrocie do domu, poszły w ruch sprawdzone mazidła, olejowanie, maski, nawet wypróbowałam maseczkę z żółtkiem i oliwą + cytryna, musiałam po tym myć włosy dwa razy szamponem z sls ale i tak były potem mięciutkie i lśniące.
Przy okazji - odkryłam że moje włosy nie tolerują: mycia odżywką, lekkimi szamponami czy podobnych dziwadeł typu Facelle lub BDFM. Okazało że moje włosy życzą sobie przy każdym myciu obecności SLS! Tak więc moja Barwa jest już na wykończeniu, a że Tesco za daleko (samochód R.I.P) to kupiłam w Kauflandzie szampon Familijny, zachęcona licznymi pozytywnymi recenzjami z wizażu. Jeszcze nie otwierany czeka na swoją kolej. Poza szamponem nie ma żadnych zmian na mojej liście kosmetyków do włosów, gdyż obecne się znakomicie sprawdzają. Jedyne co mnie martwi to delikatne rozluźnienie skrętu i odporność włosów na ponowną stylizację na drugi dzień. Jakby się prostowały... No nic, mimo to po myciu udało mi się je jakoś ułożyć i zrobić zdjęcie.


Jestem mile zaskoczona bo widzę że urosły kilka centymetrów i odrost jest już znaczny, w końcu wypadałoby skoro nie farbuje włosów od lutego. Nie używam i nie zamierzam używać gencjany, bo skubana barwi na różowo, zamiast ochładzać odcień. Mam problem z ułożeniem włosów z tyłu głowy, bo wtedy nie potrafię ich ładnie wygnieść  a gdy przerzucam ja na boki to już tak zostają i wychodzi to co na zdjęciu - dziwny przedziałek... Dobra mogę to olać i filozoficznie rzec sobie "srał to pies", nadrabiają kondycją i tym że mnie cieszą. 

piątek, 5 lipca 2013

Babydream fur mama Wohfuhl Bad - sprawca.

Jakiś czas temu borykałam się z podrażnieniem skalpu.

Zmieniłam sposób mycia włosów na mycie samą odżywką i pomogło. Jednak po ostatniej aktualizacji doszłam do wniosku że sama odżywka moim włosom nie wystarczy. Potrzeba czegoś myjącego. Więc zabrałam się za przegląd myjadeł. Padło na BDFM.
Po ponad miesięcznym odstawieniu postanowiłam go użyć na włosy i co? Od razu podrażnienie, swędzenie i moja wściekłość. Co najciekawsze po zwykłej Barwie nie mam takich sensacji.


Nie martwi mnie to jakoś specjalnie, bo do ciała sprawdza się bardzo dobrze i właśnie do ciała będę go dalej używać a na włosy znajdę jakiś inny sposób.
Plan przedstawia się następująco:
Skoro myję włosy dwa razy na tydzień to jedno mycie będzie Barwą a drugie odżywką. Zobaczymy jak sprawdzi się u mnie taka strategia.

Uwaga: nie twierdzę że omawiany balsam jest zły i macie go nie używać. U wielu włosomaniaczek się sprawdza i z powodzeniem go używają, lecz jak wiadomo co człowiek to inny przypadek. U mnie i u Czarownicującej powoduje podrażnienia skalpu, mimo wszystko uważam że warto go wypróbować a jeśli nie sprawdzi się na włosach, z powodzeniem można go zużyć do ciała.

A jak się sprawdza u Was?


niedziela, 16 czerwca 2013

Miesiąc z suplementem SkrzypoVita i dwa tygodnie z pokrzywą.


Dziś mija miesiąc odkąd regularnie zażywam SkrzypoVitę w kapsułkach. Także około dwóch tygodni codziennie piję herbatę z  suszonej pokrzywy. Nie wiem czy to odpowiedni moment na jakiekolwiek spostrzeżenia. Może zacznę od niewłosowych "objawów" bo włosowych póki co nie ma.

1. Zaczyna się lekki wysyp na twarzy, drobne krostki wokół ust i na czole. Mam nadzieję że na tym się skończy, bo z reguły mam bardzo ładną cerę i nie będę zadowolona jeśli wysypie mnie jeszcze bardziej.
Do wczoraj myślałam że należę do grona szczęściar, których wysyp nie dotyczy. Niestety dziś rano zauważyłam pierwsze niespodzianki :(

2. Gdzieś wyczytałam że pokrzywa działa jak afrodyzjak i faktycznie. Moje libido sobie pozwala wołać o swoje każdego dnia, gdy wcześniej nieśmiało szeptało raz, dwa razy na miesiąc.

3. Regulacja pracy jelit. Zaparcia? Jakie zaparcia?

4. Nie ruszają mnie kleszcze (podobno nie lubią witamin z grupy B, które zawiera Skrzypovita). Komary jak żarły tak żrą.


Na tym w sumie koniec, nie zauważyłam szybszego wzrostu włosów, zdają się wręcz stać w miejscu, może odrobinkę mniej wypadają i to by było na tyle.

piątek, 31 maja 2013

Poprawka aktualizacji (2)

Tak obejrzałam sobie tamte zdjęcia i doszło do mnie że włosy na nich wyglądają jakby były w gorszym stanie, niż te miesiąc temu a przecież to nieprawda!
Zmoczyłam rano włosy i nałożyłam odżywkę Mrs Potters z aloesem (niezawodna na skręt) potrzymałam z 5 minut i spłukałam po czym odsączyłam nadmiar wody w mięciutki materiał i pougniatałam trochę moje włosy, spryskując je moim amatorskim psikadłem.
Uwielbiam gdy są pozbijane w loki, takie ułożone, mięsiste zwarte i sprężyste. Nienawidzę gdy po nocy z loków wyłażą pojedyncze włoski i za żadne skarby świata nie chcą poddać się ponownej stylizacji. Nienawidzę ponownej stylizacji. Wolę zmoczyć i nałożyć odżywkę, wystylizować od nowa. Chyba będę tak robić, jeśli ta metoda nie będzie przesuszać mi skalpu.

 Zdjęcie obcięte bo było zrobione z ukosa, z ręki.



Jestem  z nich naprawdę zadowolona, pomijając fakt, że świeżo wystylizowane loki wspaniale ukrywają połamane włosy na długości. Dla porównania zdjęcie trzydniowych włosów.

Średnio świeże loki, z masą pałętających się włosków wrr.

Bonus:

Jeszcze nie otwarty, czeka na swoją kolej, nie mogę się doczekać by wypróbować ^^
Właśnie odebrałam mój litrowy słój maski Crema al latte. Czemu aż litrowy? Odezwała się moja pazerna natura. Z początku szczerze i całym sercem chciałam zamówić 275 ml ale... No właśnie. wyszło mi że z przesyłką zapłacę raptem 5 zł mniej niż za litr i mnie poniosło. Zamówiłam litr. Skusiłam się na nią po przeczytaniu wielu pozytywnych recenzji i naprawdę długo nad tym myślałam. Do Rossmana za daleko, trzeba do miasta jechać a bilety PKS drogie jak diabli, więc Latte z dostawą do domku to dla mnie naprawdę najlepsze rozwiązanie.






środa, 29 maja 2013

Aktualizacja włosów (2) + inspiracja.

Maj już prawie minął więc czas na podsumowanie.


Pielęgnacja nieco olana, przeszłam na mycie samą odżywką, gdyż nawet delikatne szampony (babydream fur mama i facelle) podrażniały mi skalp. Być może chodziło też o mycie co 3 dni, bo gdy przetrzymałam włosy tydzień, podrażnienie cudownie zniknęło.

Olejowałam oliwą z oliwek z dodatkiem Garnier A&K przed myciem. Taki mix ładnie się domywał samą odżywką Mrs. Potters z aloesem. Po myciu przeważnie szła maska Alterra z Granatem na godzinę pod czepek.

Grzeszki

1. Nie związywałam włosów. Nie lubię siebie w związanych włosach, no i widok włosów na frotce mnie najnormalniej w świecie zasmuca. Wypadają. Może nie garściami ale wypadają. Nawet spałam w rozpuszczonych, mam satynową poszewkę ale to mnie chyba nie usprawiedliwia.

2. Dieta. Jadłam byle co, frytki, kurczaka w panierce, kiełbasę regionalną, mrożonki z brokułem chyba się nie liczą. W mojej diecie za mało jest warzyw i owoców. Nie mam pojęcia jak się z tym uporać, w sklepie obok mojego domu nie ma świeżych warzyw, a jeśli ma to pędzony pomidor, zielony ogórek i kapusta, są jabłka ale żarłam je cały kwiecień i mi się przejadły. Najbliższy warzywniak jest w mieście gdzie bywam raz na tydzień lub rzadziej.

Podjęte wyzwania

1. Skrzypovita. Biorę od połowy maja (dokładnie od 16.05), dwie kapsułki dziennie.

2. Woda. Piję przynajmniej 1,5 litra wody na dobę. O wiele lepsze samopoczucie, nawet na colę i kawę odeszła mi ochota, z rana jestem bardziej wypoczęta, bóle głowy zażegnane. Woda woda i jeszcze raz woda.

3. Pokrzywa. Sama nazbierałam i ususzyłam i od wczoraj (długo nie mogłam się przemóc) zamierzam pić po kubeczku rano i wieczorem.


Zmiany jakie na pewno wprowadzę w czerwcu.

- Mycie włosów samą odżywką
- Mycie włosów co 4-5 dni
- Wracam do olejku rycynowego skoro już doszłam do tego co mnie podrażniało.
- Kupię maskę Kallos Latte, bo mi się Alterra kończy.

Czego mi brak?

- Stylizatora. Ciągle walczę z loczkardami, na drugi dzień są już przyklapnięte a niektóre pasma prostują się. Muszę wypróbować jakiś żel albo co.
- Dobrych proporcji do psikadła, by zdawało egzamin. Póki co daję kilka kropli Garnier A&K plus kropelkę oliwy z oliwek.

Obcięłam bo mnie straszliwie irytowały te ogonki z dolnej warstwy.


Ogonki... wrr dobrze że ich nie ma. Total bad hair day. Udajmy że tego zdjęcia nigdy nie było.


Czemu obcięłam? Po pierwsze, właśnie ogonki, po drugie, miałam kaprys, po trzecie zainspirowała mnie Tricia Helfer jako numer 6. w Battlestar Galactica. Przez wszystkie cztery sezony nie mogłam się nadziwić jak można mieć tak idealną fryzurę. Wychodzi mi na to ze to najprawdopodobniej peruka. To nic, inspiracja pozostaje inspiracją nawet jeśli efekt jest wynikiem oszustwa. Btw pierwszy raz w życiu podobają mi się blond włosy ale nie zamierzam takowych sobie popełniać!  Ja ciągle pamiętam przygodę z rozjaśniaczem, bez której nadal żyłabym w błogiej nieświadomości, używała silikonów, farbowała i prostowała włosy...

Tricia Helfer (number 6) foto z  fdb.pl

Edit 31.05. - poprawka zdjęć TU

Mehbka





poniedziałek, 20 maja 2013

Skrzypo Vita.

Od czwartku (16.05.) zażywam suplement Skrzypo Vita.  Nie oczekuję efektów na cerze czy paznokciach bo z nimi jest wszystko ok. Mam nadzieję na ograniczenie wypadania włosów oraz szybszy ich wzrost, gdyż w tej chwili ledwo udaje im się urosnąć 1 cm na miesiąc. Mamy do odrośnięcia jakieś 10 - 15 cm zniszczonych włosów, więc daje mi to rok z górką, aż tyle czekać mi się nie chce.
Wybrałam kapsułki bo jestem  strasznym leniem i wiem że nie będzie mi się chciało babrać z drożdżami czy siemieniem lnianym a kapsułki potrafię łykać regularnie, więc mam spore szanse powodzenia.

Spostrzeżenia na szybko.

- Fajne opakowanie + 80 kapsułek na 40 dni kuracji.
- Kapsułki średnio wygodne do przełknięcia, duże i unoszące się na wodzie.
- Przystępna cena - ok 18 zł  w aptece.





Zaznaczam że nie jest to recenzja czy jakaś reklama. Robię sobie wpis by potem wiedzieć od kiedy dokładnie zażywam ten suplement i kiedy ewentualnie  robić jakieś sprawozdanie, podsumowanie.

A jak wasze wrażenia po SkrzypoVicie?

Mehbka


wtorek, 14 maja 2013

Moje podejście do włosomaniactwa.

Dziś chyba będzie krótko, bo to post w stylu "wypadałoby już coś napisać".

Jestem okropna bo nie umiem zainteresować się czymś na 100 %. Jak już coś mnie zainteresuje to biorę sobie to co mi pasuje chowam do torby i idę dalej a niewygodne rzeczy won do rowu.
Podobnie jest z włosami. Ktoś napisał że włosomaniactwo jest dla nas a nie my dla niego.
Nie analizuję składów. Nie używam wcierek. Nie stosuję suplementacji. Nie chce mi się robić płukanek  a o laminowaniu nie wspomnę.
Może za wcześnie dla mnie na te rzeczy. Właściwie to dopiero dwa miesiące jestem "w temacie".
Póki co przyjęłam i stosuję podstawowe zasady - staram się nie niszczyć włosów:

Prostownica won! - nie było z tym problemu  Czytaj więcej na ten temat
Suszarka won!
Farbowanie won!
Silikony i SLS won!
Gumki z metalowymi skuwkami won!
Spanie w rozpuszczonych włosach won!

Czytam blogi. Wyłapuję co ciekawsze kosmetyki, kupuję, testuję. Na razie nie potrafię się zmusić do ogarnięcia składów. Niby z chemii byłam dobra w szkole średniej, ale teraz jakoś mi nie po drodze. Blokada   nie chce ustąpić.
Mimo to jest progres. Na schodkach prowadzących na dach mej chaty, suszy się świeżo zebrana pokrzywa.  Poparzyłam sobie ręce mimo rękawic memejka jedna... Przy najbliższej wizycie w aptece planuję zakupić tabsy z wyciągiem ze skrzypu polnego i żel aloesowy ( podrażniony skalp).
I chyba mam kryzys przez ten podrażniony skalp, bo dziś zamiast naolejować włosy i umyć, zmoczyłam je tylko i potraktowałam odżywką. Bez maski, bez niczego o zgrozo.
Psikadło jakie sobie zrobiłam jako b/s potęguje skręt ale nie daje efektu nawilżenia o jakim marzyłam, chociaż  dobrze że nie wysusza (na plus), oblepia troszeczkę, co mnie wnerwia, bo jako kręconowłosa powinnam używać jakiegoś b/s a tu dupa. Po piance mam podobnie. Czemu tak się dzieje? Spróbuję jeszcze z tym żelem aloesowym, zobaczymy. Na lniany jestem za leniwa, chociaż podjęłam nieśmiałą próbę - spytałam w sklepiku u sąsiada czy mają siemię lniane. Nie mieli - uff !

Mehbka

sobota, 11 maja 2013

Mój tygodniowy plan pielęgnacji.

Muszę przyznać, że gdy pierwszy raz przeczytałam o planie pielęgnacji, pomyślałam sobie:

O jejku to już jakaś przesada jest!



No ale jak wiadomo kobieta to taki twór który dość szybko aktualizuje oprogramowanie dot. pielęgnacji urody. Mój Minek twierdzi że zwariowałam i popadam w skrajności. 
Do brzegu.
Do tej pory moja pielęgnacja przedstawiała się w następujący sposób:

Środa:

Olejowane: 2-3 godziny przed myciem - Oliwa z Oliwek z dodatkiem olejku rycynowego
Pierwsza odżywka: Garnier A&K/ Isana z proteinami pszenicy
Mycie: Facelle  kubeczkowo.
Druga odżywka: Mrs. Potters Aloes i Jedwab.
Maska: Alterra z granatem na godzine pod czepek po myciu. Spłukanie zimną wodą na domknięcie łusek.
Suszenie: naturalne 2-3 godziny ze względu na duże przezerzedzenie włosów.

Sobota/niedziela:

Olejowanie: Na noc w przeddzień mycia. Oliwa z oliwek z kroplą olejku rycynowego.
Pierwsza odżywka: Garnier A&K/ Isana z proteinami przenicy
Mycie: Facelle  kubeczkowo.
Druga odżywka: Mrs. Potters Aloes i Jedwab.
Maska: Alterra z granatem na godzine pod czepek po myciu. Spłukanie zimną wodą na domknięcie łusek.
Suszenie: naturalne.

Podsumowanie po miesiącu.

Myję włosy mniej więcej co 3 dni. Nie, nie przetłuszczają się. Musiałabym chyba z dwa tygodnie nie myć, by się przetłuściły. Problemem jest ich błyskawiczne przesuszanie się. Nawilżenie ucieka z nich jak woda z sitka. Próbowałam odżywki bez spłukiwania Isany, ale nie daje efektu, włosy są po niej sztywne i suche. 
Dziwne bo metoda OOMOO w moim wydaniu zdawałoby się że nawet przenawilża włosy. Raczej nie mam problemu z przeproteinowaniem, gdyż włosy po wysuszeniu są piękne, mięsiste, skręt aż trzeszczy, połysk daje po oczach. Jednak już na drugi dzień robi się susza i puch. Mogłabym myć włosy codziennie, by je nawilżyć, ale najnormalniej w świecie nie mam na to czasu, sił ani ochoty...

 Przewidziane Zmiany: 

1. Olejowanie - oliwa z oliwek zmieszana z Garnier A&K, bez olejku rycynowego.
2. Mycie: samą odżywką Mrs. Potters.
3. Ekperymantalnie sporządziłam  sobie psikadło b/s do nawilżania co by między myciami te włosy trochę podratować. Jak zda egzamin to pokaże, jak nie zda to pójdzie to zlewu.

Raport na gdzieś na koniec maja.

Chyba że spektakularne efekty będą wcześniej...
PS. Kończy mi się maska więc planuję już zakup Kallos Latte, bo pozytywne recenzje obiły się o moje oczy.
PS 2. Zmieniłam trochę szatę graficzną i tytuł. Bardziej mi odpowiada.


Mehbka




czwartek, 9 maja 2013

RGB

Czyli Red Green Blue na zdjęciach.

Wczoraj po myciu z ciekawości zrobiłam kilka zdjęć włosów w świetle białym, gdyż bardzo zależy mi na zdjęciu, które by w miarę wiernie odzwierciedliło aktualny kolor moich włosów. Foto z ostatniej aktualizacji to totalna porażka jeśli chodzi o kolor, Red szaleje a słońce podświetla i wzmaga czerwony efekt. 
Fotografem zawodowym nie jestem, za to mam fajny program graficzny (nie photoshop)  w którym lubię zdjęcia podrasowywać ( bez powiększania cycków i tym podobnych ).
Wracając do tematu, tym razem w fotkach szalała zieleń. Nie mam bladego pojęcia dlaczego, przecież  światło niby białe z jarzeniówki. 
Więc co Mehbka zrobiła? Odjęła tej zieleni ociupinkę na suwakach RGB.

Oryginał

Po odjęciu kapki zieleni.

Przed

Po

Jakby na to nie patrzeć właściwy kolor moich włosów jest gdzieś pomiędzy, co mi bardzo odpowiada, bo jeden i drugi jest bardzo ładny. Rude refleksy nie przeszkadzają mi jakoś specjalnie, więc chyba daruję sobie płukanki gaszące rudy odcień.
Tu po myciu Barwą ziołową ( zawiera SLS ). Przynajmniej raz w miesiącu muszę użyć by oczyścić włosy z nadbudowanych substancji (oleje, proteiny?), włosy są wtedy bardziej błyszczące i śliskie. Niestety skalp swędzi troszeczkę, więc mycie tym szamponem tylko raz w miesiącu i to rozcieńczonym z wodą.
Po analizie zdjęcia dochodzę do wniosku że moje włosy są zniszczone gdzieś 10 cm od końcówek, czyli dokładnie tam gdzie był rozjaśniacz. Reszta jest w naprawdę dobrym stanie, starczy teraz dbać, podcinać regularnie i nie niszczyć. Jestem dobrej myśli.
Dziewczyny, nie rozjaśniajcie na własną rękę w domu, jeśli nie macie z tym doświadczenia, bo skończycie tak jak ja z wysuszonymi i popalonymi włosami. Lepiej iść do zaufanego fryzjera i zapłacić trochę więcej, mieć profesjonalnie zrobione pasemka, balejaż czy co tam, inaczej i tak będzie trzeba wydać te pieniądze na odzywki, maski, oleje i całą kosztowną akcję ratowania włosów.
Ja przez głupotę straciłam dobre 10 cm z długości włosów a o gęstości nie wspomnę.

Wnioski - Z rozjaśnianiem tylko do zaufanego fryzjera. Ja takiego nie mam, ale nie zamierzam więcej rozjaśniać ani tym bardziej farbować więc nie ma problemu.

Mehbka

poniedziałek, 6 maja 2013

O odstawieniu prostownicy.

Czyli dokładnie jak to u mnie było.

Wpis inspirowany ostatnim postem u Anwen.

Wyprostowany wypłosz.
Włosy prostowałam zawsze gdzieś od 11-12 roku życia, tylko że wtedy robiłam to po myciu używając gorącego nawiewu suszarki i szczotki ( cwana mała bestia ). Mając lat chyba 19 czy coś takiego kupiłam na Allegro swoją pierwszą prostownicę. Nie mam pojęcia jak mogły mi się wtedy podobać idealnie proste włosy, skoro miałam takie ładne naturalne fale. Wtedy oczywiście nie widziałam fal, tylko krzywe niepokorne włosy, które koniecznie trzeba wyprostować. Więc prostowałam do spółki z farbowaniem, są niskoporowate więc się trzymały całkiem nieźle. Do czasu głupiego pomysłu z rozjaśnianiem na własną rękę. Gdy zauważyłam że włosy skracają się zamiast rosnąć, pomyślałam sobie że coś jest mocno nie tak. I faktycznie było bardzo nie tak. Końcówki suche, kruche, porozdwajane, wysokoporowate i wszystkie plagi włosowe prócz łupieżu chyba...

Z początku prostowałam jeszcze grzywkę, ale jak i na niej znalazłam zniszczone końcówki, to dałam spokój.   No ale jak tu jejku, w krzywych włosach dalej funkcjonować? Zaczęła się walka o skręt, gdyż upięcia nie wchodziły w grę (chyba że na noc). Najbardziej ze wszystkiego nie podobam się sobie w upiętych/związanych włosach. Więc nie pozostało mi nic innego jak pokochać fale i zawalczyć o skręt. Dobrze że Minek jest taki wspaniały, że kocha moją  100% naturalność.
Wspierana i motywowana w taki sposób, podjęłam natychmiastową decyzje o zaprzestaniu prostowania i farbowania i od tamtego czasu ani razu nie użyłam prostownicy ani suszarki, a minęły prawie 3 miesiące. Wiem ze to nie prostownica zniszczyła mi włosy ale na pewno nie pomogła w utrzymaniu ich kondycji. No jejku ale loczki są takie śliczne. Moje nastawienie zmieniło jedno zdjęcie:

Tak, tutaj zaczęłam szukać pomocy.
Nie wiem czy to są naturalne fale, ale na pewno mocno na mnie to zdjęcie podziałało. Naoglądałam się przy okazji pięknych loków i mi się takie zamarzyły.
Prostownicy nawet nie schowałam do szafki, bo po prostu nie kusiła. Wisi sobie dalej na wieszaczku przy lustrze, porzucona, zapomniana. Grunt to zaakceptować fale, wydaje mi się nawet, że włosy falowane są bardziej kobiece niż proste druty, aczkolwiek nie każdy musi się z tą opinią zgadzać. Dla jednego będzie tak, a ktoś inny z kolei powie że nieprawda, że najbardziej intrygujące są dziewczyny z włosami a'la obecna Miley Cyrus.

Ja pokochałam moje loczkardy. Chociaż mnie czasem denerwują... 
Dało się? Dało się, więc nie poddawajcie się dziewczyny!

Mehbka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety